Music

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział I

Była godzina 6:00 nad ranem. Poszłam do boksu Murphy'iego. Wyczyściłam go i osiodłałam. Gdy był już przygotowany do terenu poklepałam go po szyi i uśmiechnęłam się do niego.
- Co powiesz "kawaler" haha? - zaśmiałam się delikatnie podnosząc kąciki ust. - Trzeba się pospieszyć, więc chodźmy już. - Złapałam prawą ręką jedną wodzę i założyłam kask oraz rękawice. Wzięłam palcat i wyprowadziłam konia na dwór. Wsiadłam na niego i postępowałam do polnej drogi obok stajni.

- To gdzie wbijamy? Może do lasu? - spytałam wałacha i przytulałam go a ten zarżał. - A więc chcesz jechać do lasu? Dobrze Murphy, w takim razie ruszajmy.- zaśmiałam się i klepnęłam konia lekko palcatem i ruszyłam do kłusa. Droga była spokojna więc pogalopowałam do lasu.

Gdy wjechałam do lasu troszkę zwolniłam żeby jakieś zwierzę się nie wystraszyło. Nagle coś zachwaszczyło za koniem. Murphy wystraszony ruszył w cwał.
- Stój! Prr.. - próbowałam uspokajać konia, jednak to nic nie dało. "Nie dam rady, muszę zsiąść" pomyślałam i zwinnym ruchem zsunęłam się z siodła i puściłam wodze żeby koń biegł dalej.
- Murphy, stój! Chodź do mnie! - krzyczałam do konia. Zadziałało. Przybiegł do mnie. Poszliśmy w przeciwną stronę a ja ujrzałam chłopaka.
- Boże Murphy trzeba do niego iść. Może coś mu się stało? - powiedziałam i podbiegłam do chłopaka. - Cześć. Co robisz tu sam o 7:00 nad ranem? - spytałam.
- J-ja... Ja szukam yyy... mojego telefonu! - powiedział jąkając się.
- Przestań kręcić... Jestem Mania a ty?
- N-niall...
- Słuchaj, może wpadniesz na herbatę do mnie?
- A mogę?
- No pewnie!
- Okej.. Ale nie mam transportu.
- Pff.. Spokojnie, Murphy uniesie nas obojga.
- Nigdy nie jechałem na koniu tak szybko jak Ty.
- Nie bój się..
- Hmm, ok.
Uśmiechnęłam się do chłopaka i wsiadłam na siodło.
- Wsiadaj za mną!
- Już idę.
Chłopak wsiadł na konia uśmiechając się i obejmując mnie.
- Yyy.. Możesz przestać?
- Yyy co? Tak, mogę, wybacz...
Przewróciłam oczami i ruszyłam galopem. Jakoś to wytrzymaliśmy. Po 13 minutach byliśmy w domu.

Weszliśmy do domku. Kazałam naszemu stajennemu zaprowadzić Murphy'iego na pastwisko. W domu siedzieli Louis i Harry. Zaniepokoiłam się lekko, przygryzłam dolną wargę. Przypomniało mi się, co kiedyś ze mną robili... Gdy myślałam o tym, jak mnie gwałcili, od razu chciało mi się płakać.
- W-więc c-co pijesz N-niall?
- Herbatę.
- O...okej..
Zalałam chłopakowi herbatę. Ten usiadł przy stole.
- Proszę.
- Dzięki. - posłał mi łagodny uśmiech.

Poszłam do mojego pokoju. Wszedł tam Louis.
- Czego tu szukasz?
- Ależ kochanie.. Nie bądź taka agresywna.
- Odczep się odemnie!
- Nie wydzieraj sie tak! Skąd masz tą znajdę?!
- Nie twój zasrany interes!
- Tak?! Nie mój?! - wpił się zachłannie w moje wargi. W tym momencie do pokoju wszedł Niall.
- Przepraszam czy ja mogę... - zamilknął na chwilę - Cukier?
Oderwałam się od Louisa i wstałam.
- Tak, oczywiście, jest w szafce na górze.
- Okej.

Po kilku sekundach wróciłam do pokoju. Siedzieli tam obojga. Nie wiedziałam co teraz zrobią.. Czy znów mnie zgwałcą, czy będą całować aż znów ktoś wejdzie do pokoju...
..............................................................................................................................................

Rozdział według mnie długi jak na pierwszy raz.. Ale tam, ważne że jest. ☺
1 komentarz = Next ♥

1 komentarz: